Jak nauczyłam się czytać etykiety i znajdować ukryty cukier

Dłoń czyta etykietę produktu spożywczego w sklepie

Przez pierwsze miesiące po diagnozie byłam przekonana, że unikam cukru, bo przecież nie jadłam słodyczy. Dopiero gdy zaczęłam dokładnie czytać składy, odkryłam, że cukier chowa się w sosie sałatkowym, pieczywie, a nawet w wędlinach. Producenci mają dziesiątki nazw na to samo.

Nazwy cukru, które warto znać

Jeśli na liście składników widzę 2–3 z powyższych w jednym produkcie, traktuję to jako sygnał, że "niecukrowy" produkt wcale taki nie jest.

Gdzie cukier chowa się najczęściej, mimo "zdrowego" wizerunku

Na co patrzę najpierw na etykiecie

  1. Kolejność składników — są wymienione malejąco według ilości, więc cukier blisko początku listy to sygnał ostrzegawczy.
  2. Węglowodany, w tym cukry (na 100 g) w tabeli wartości odżywczych — to konkretna liczba, a nie marketingowe hasło.
  3. Wielkość porcji — producenci czasem podają wartości dla nierealistycznie małej porcji, by liczby wyglądały lepiej.
  4. Błonnik — wyższa zawartość błonnika w stosunku do węglowodanów zwykle oznacza łagodniejszy wpływ na poziom cukru.

Moja prosta zasada zakupowa

Jeśli produkt ma długą listę składników, których nie rozpoznaję, albo kilka różnych nazw cukru naraz — zostawiam go na półce. Staram się wybierać produkty możliwie "surowe" i samodzielnie doprawiane w domu, bo wtedy ja kontroluję, ile cukru faktycznie w nich jest.

Z mojego doświadczenia: zmiana nawyku czytania etykiet zajęła mi dosłownie dwa tygodnie regularnych zakupów — potem rozpoznawanie "ukrytego cukru" stało się automatyczne, bez dodatkowego wysiłku.
Ważne: przepisy dotyczące etykietowania i nazewnictwa składników różnią się między krajami i mogą się zmieniać — w razie wątpliwości warto sprawdzić aktualne wytyczne lub skonsultować dietę z dietetykiem klinicznym.